O świcie przyszli pod dom
Chcą wejść do środka, stukają
Matka zerwana ze snu
Na progu przed nimi staje
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
Jej syna nie ma tu dziś
Nie wierzcie, na pewno kłamie
Ja nie wiem, gdzie jest mój syn
Zbudzony krzykiem syn wstaje
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
W jej życiu jest tylko on
Nic nie wie o jego walce
Są sprawy, o których syn
Nie mówi nawet swej matce
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
Odzywał się coraz mniej
Wciąż budził się ze świtaniem
Drżał, gdy ktoś stukał do drzwi
Uciekał z domu nad ranem
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
Do okna podchodzi, jak cień
Zbudzony nagłym wołaniem
Po cichu wymyka się
I patrzy, czy biegną za nim
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
O świcie przyszli pod dom
W ten dzień od dawny czekany
Jej syna nie ma tu już
Zabili go do drzwi pukaniem
Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem
Hen, gdzieś na serca dnie
Tajemnica mieszka cicha, moja...
Najpierw myślałam, że to drobiazg, głupstwo
Zmiana ciśnienia lub termiczny nagły skok
Ale już dosyć, dosyć mam oszustwa
Przed samą sobą muszę wyznać to
Nie warto prawdy całej już dłużej kryć
Ani mi nie wstyd, ani głupio wcale
Bo z taką prawdą przyjemniej żyć...
Hen, gdzieś na serca dnie
Tajemnica mieszka cicha, moja
Choć ciasno jej i źle
Ale za to bezpiecznie i w spokoju
Może dzielić mą wielką radość
Z każdej choćby chwili z tobą
Jak inne są dni, jakie noce, gdy
Gdy ty, gdy jesteś obok.
O niczym nie wiesz i pojęcia nie masz
Jaki mi czasem po łbie chodzi plan
Koszt nie gra roli, nie znam się na cenach
Skoro w mym życiu się pojawił pan
Niechaj się co chce dzieje - musisz mój być
Lecz ty nic nie wiesz, a ja wprost głupieję
Nie warto marzyć, nie warto śnić...
Mój sekret ci powierzę któregoś dnia
Co z tego wyjdzie - nie wiem, ale wierzę
Że los mi szczęście na własność da...
Hen, gdzieś na serca dnie...