Czekaj no, Higgińszczaku, czekaj no
Jeszcze łaski będziesz skamleć, a ja - o!
Będziesz w nędzy, ja forsiasta
Czy ci dam coś - nic i basta.
O ho, ho, Higgińszczaku czekaj no.
Czekaj no Higgińszczaku czekaj no
Jak nawali ci wątroba albo co
Ty z kompresem na wątrobie
A ja w miasto pójdę sobie
O ho, ho, Higgińszczaku czekaj no.
Och, Higgińszczaku, proszę
skrzycz mnie, zgań, wyłajaj albo zburcz
Potem kąp się w wannie aż cię złapie skurcz
I w tej wannie top się, top
A ja w miasto , a ja - hop!
O ho, ho, Higińszczaku
Czekaj no, Higgińszczaku, czekaj no.
A gdy będę już sławna, wypindrzona na sto
To sam król mnie poprosi wtedy na five o'clock
A jak spojrzy się na mnie oczy staną mu w słup
I powie - siostro, co chcesz ze mną rób.
Co tylko ci przyjdzie na myśl
Będziesz miała to jeszcze dziś.
Jakem król, jakem król, co pałac ma w Buckingham
O co tylko poprosisz, to natychmiast Ci dam.
Na to ja - królu mój, chcę zemsty i w związku z tym
Ja Higgińszczaka głowy chciałabym.
Chcesz - rzecze król - to ją masz
Niech tylko schwyta go moja straż
I powiodą, Higgińszczaku, Cię pod mur
Przyjdę ja i król, i przyjdzie cały dwór
A gdy nóż zabłyśnie, stal
Ja krzyknę - ognia, cel, pal!
O Ho, ho, Higgińszczaku
Czekaj no, Higgińszczaku, czekaj no!
Historia zmyślona, chociaż nie całkiem
Szła pastorałka w ramię z katafalkiem
A każde śniło naj - ostatni wątek
Pastorałka koniec, katafalk początek.
A baby rozstajne grzeją się od słońca
I myślą, jak czekać, by doczekać końca
I to nieważne, rolne, czy bezrolne
Lecz jakie nad nimi staną krzyże polne.
A takim krzyżykom niewiele potrzeba
Paciorek i trochę powszedniego chleba
I z takiego jadła tyją na potęgę
Bogu na chwałę, ludziom na podziękę.
Historia banalna, temat trochę wstydny
Pastorałka licha, katafalk solidny
Więc, gdy baba dziecko wyjmie zza pazuchy
To posiej od razu drewniane pieluchy.
Posiej te sosnowe, niech się rozkołyszą
Posiej te dębowe, niechaj rosną ciszą
Sosna szybko rośnie, niech kwili kołyska
Z dębu cicha trumna, kiedy przyjdzie kryska
Historia zmyślona, chociaż nie całkiem...
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud
Może gdzieś za górą, za doliną precz
Gdzie się niedźwiedź dzieli skórą, kubkiem mleka mlecz
Tam gdzie serce w trwodze zrówna wreszcie krok
Gdzie zapomni o ostrodze obolały bok
Gdzie się łza ku niebu wspina, schodzi z gardła ość
Gdzie pies chudy jak drabina z kotem dzieli kość
Gdzie z łańcucha rdzy poczęta wpadnie w stawu toń
Ta obrączka niepojęta, która pali dłoń
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę, gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
Gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud
Muszę trochę z drogi zboczyć więc nie pytaj gdzie
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Mówić z tobą źle.