A kiedy już cztery kąty mi się znudzą

Nie swoją nadzieję rzucę troskę cudzą
I smutki co były kiedyś moje własne
Drzwi zatrzasnę
Bo i cóż
Zabiorę ze sobą to co nie zawiodło
Gościniec pod stopy i nad głową obłok
I cień mój podszyty nocą puste ręce
Bo nic więcej
Nie chcę już

Drogo drogo prowadź mnie
Dokądkolwiek byle gdzie

A wtedy już nigdzie mnie nie odnajdziecie
W swej małej pamięci ani w wielkim świecie
Jak z nikim będzie mi dobrze z samą sobą
Gdy w daleki ruszę świat
Pokocham na świecie wszystko co niczyje
To słońce przed którym nic się nie ukryje
Tę noc co zataja radość skrywa troski
Włóczęgowski
Gubi ślad

Drogo drogo prowadź mnie
Dokądkolwiek byle gdzie

Aż w końcu gdy minie dni już nie wiem ile
Wiem dobrze że spotkam w drodze dawną chwilę
I stanę zdumiona tym co mówi cisza
Jakby słyszeć
własny krzyk
Poczuję że pusta droga już mi zbrzydła
I będę do siebie wracać jak na skrzydłach
I będę stęskniona wracać tam z daleka
Gdzie nie czeka
Na mnie nikt





O świcie przyszli pod dom

Chcą wejść do środka, stukają
Matka zerwana ze snu
Na progu przed nimi staje

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem

Jej syna nie ma tu dziś
Nie wierzcie, na pewno kłamie
Ja nie wiem, gdzie jest mój syn
Zbudzony krzykiem syn wstaje

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem

W jej życiu jest tylko on
Nic nie wie o jego walce
Są sprawy, o których syn
Nie mówi nawet swej matce

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem

Odzywał się coraz mniej
Wciąż budził się ze świtaniem
Drżał, gdy ktoś stukał do drzwi
Uciekał z domu nad ranem

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem

Do okna podchodzi, jak cień
Zbudzony nagłym wołaniem
Po cichu wymyka się
I patrzy, czy biegną za nim

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem

O świcie przyszli pod dom
W ten dzień od dawny czekany
Jej syna nie ma tu już
Zabili go do drzwi pukaniem

Czego chcą ludzie ci
Którzy przychodzą nad ranem