Raz filozof bardzo mądry łeb

Ze snu zbudził się nad wielką księgą
Po czym w chude piersi swe
Wziął powietrza tęgo
I wykrzyknął ile siły słowa te

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na lepsze
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Mądrość moja cię
W dziele tym podeprze
Na lepsze cię odmienię raz dwa trzy

Filozofa tego kumpel zaś
Równie elokwentny i niemłody
Łypnął znad uczonych ksiąg
Targnął rudą brodę
I riposta taka się rozległa w krąg

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na gorsze
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Spore wady twe
Będą jeszcze sporsze
Na gorsze cię odmienię raz dwa trzy

A na koniec w ten uczony spór
Szare zwykłe życie się wtrąciło
I ofertą krótką swą
Wszystko pogodziło
Dla porządku zacytować warto ją

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na drobne
Zadatków sporo w Tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Wątpię żeby był
Z tobą taki problem
Byś umiał temu przeciwstawić się

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na drobne
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Hej człowieku chodź
Dla mnie to nie problem
Na drobne zmienię cię raz dwa trzy





Było to w trasie, słonko skwierczało

A z podkoszulkiem sklejone ciało
Czegoś by chciało
Czegoś by chciało

Więc ja mu naprzeciw, tak dla ugody
Na grzbiet wylałam wiaderko wody
A ono - mimo, że wychłodniało
Znów czegoś chciało

No, może za dużo coś wczoraj zjadło
Może uwiera go w boku sadło
Może by chciało pójść do lekarza
Nie, nie - powtarza, nie, nie - powtarza

Na nic sposobów różnych próbuję
Ciałku wyraźnie czegoś brakuje
To się zaziębi, to się zapoci
To zechce śledzi, to znów łakoci

Więc, myślę ci ja sobie - załatwię tego drania
Nastawiam budzik pośrodku spania
I ciemną nocą to cielsko budzę
Patrzę, a ono takie jakby cudze

Kręci się, wierci, coś kryje na dnie
Lecz każdym nerwem czuję dokładnie
Że nie chce wyznać mnie - byle komu
Że bardzo lubi siedzieć w domu

Ja scenę kocham, ja scenę szanuję
Ja się na scenie bardzo dobrze czuję
Lecz wożę z sobą tę kupę złomu
Co bardzo lubi siedzieć w domu

Ludzie, chłopaki, profesorze
Kto w takiej wojnie wygrać może
Gdy ciało do powrotu zmusza
A znów na scenę ciągnie dusza

I tak piętnaście lat przeleciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało

Ciao!