Hen, gdzieś na serca dnie
Tajemnica mieszka cicha, moja...
Najpierw myślałam, że to drobiazg, głupstwo
Zmiana ciśnienia lub termiczny nagły skok
Ale już dosyć, dosyć mam oszustwa
Przed samą sobą muszę wyznać to
Nie warto prawdy całej już dłużej kryć
Ani mi nie wstyd, ani głupio wcale
Bo z taką prawdą przyjemniej żyć...
Hen, gdzieś na serca dnie
Tajemnica mieszka cicha, moja
Choć ciasno jej i źle
Ale za to bezpiecznie i w spokoju
Może dzielić mą wielką radość
Z każdej choćby chwili z tobą
Jak inne są dni, jakie noce, gdy
Gdy ty, gdy jesteś obok.
O niczym nie wiesz i pojęcia nie masz
Jaki mi czasem po łbie chodzi plan
Koszt nie gra roli, nie znam się na cenach
Skoro w mym życiu się pojawił pan
Niechaj się co chce dzieje - musisz mój być
Lecz ty nic nie wiesz, a ja wprost głupieję
Nie warto marzyć, nie warto śnić...
Mój sekret ci powierzę któregoś dnia
Co z tego wyjdzie - nie wiem, ale wierzę
Że los mi szczęście na własność da...
Hen, gdzieś na serca dnie...
A gdy uznamy, że to już
niech dobry Bóg
oszczędzi nam tych słów jak nóż
karczemnych słów
tej złości, która supła krtań
i pięści zwiera w siną grań
rozpaczy co ugina kark
i białą sól wyciska z warg
odejdź szeptem w zapomnienie
kot co przemknął chyłkiem po ogrodzie
wiatru w olchach ciche tchnienie
nie kochanek lecz przechodzień
potem będzie bardzo pusto
zanim nas zapomni lustro
nim rozwieje się ta miłość
jakby nigdy nas nie było
więc gdy uznamy, że to już
niech piołun nie zachwaści dusz
kalendarz się obróci dnem
i koniec będzie tym pierwszym dniem
więc gdy uznamy, że to już
kochany mój
bądź blisko mnie jak anioł stróż
jak anioł stróż przy mnie stój
potem odejdź w zapomnienie
kot co przemknął chyłkiem po ogrodzie
wiatru w olchach ciche tchnienie
nie kochanek lecz przechodzień
więc gdy uznamy, że to już
niech piołun nie zachwaści dusz
kalendarz się obróci dnem
i koniec będzie tym pierwszym dniem
więc gdy uznamy, że to już
kochany mój
bądź blisko mnie jak anioł stróż
jak anioł stróż przy mnie stój