Ty mnie przy sobie nie zatrzymuj

Ja zawsze byłam tylko swoja
Gdy jesteś z wiatru, jestem z dymu
A nie ma mnie, gdy nie ma ognia
Gdy jesteś z wiatru, jestem z dymu
A nie ma mnie, gdy nie ma ognia

Idź, idź
W swoją stronę idź
Tyle stron ma świat
Ja wiem, że łzy są słone
Idź, idź
W swoją stronę idź
Tyle stron ma świat
A droga trwa

Pomiędzy nas są podzielone
Wiatry i słońca, burze, cisze
Każdy odejdzie w swoją stronę
Droga nam serca ukołysze
Każdy odejdzie w swoją stronę
Droga nam serca ukołysze

Idź, idź
W swoją stronę idź
Tyle stron ma świat
Ja wiem, że łzy są słone
Idź, idź
W swoją stronę idź
Tyle stron ma świat
A droga trwa





Raz filozof bardzo mądry łeb

Ze snu zbudził się nad wielką księgą
Po czym w chude piersi swe
Wziął powietrza tęgo
I wykrzyknął ile siły słowa te

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na lepsze
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Mądrość moja cię
W dziele tym podeprze
Na lepsze cię odmienię raz dwa trzy

Filozofa tego kumpel zaś
Równie elokwentny i niemłody
Łypnął znad uczonych ksiąg
Targnął rudą brodę
I riposta taka się rozległa w krąg

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na gorsze
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Spore wady twe
Będą jeszcze sporsze
Na gorsze cię odmienię raz dwa trzy

A na koniec w ten uczony spór
Szare zwykłe życie się wtrąciło
I ofertą krótką swą
Wszystko pogodziło
Dla porządku zacytować warto ją

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na drobne
Zadatków sporo w Tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Wątpię żeby był
Z tobą taki problem
Byś umiał temu przeciwstawić się

Hej człowieku chodź
Zmienię cię na drobne
Zadatków sporo w tobie tkwi
Chodź dopomogę ci
Hej człowieku chodź
Dla mnie to nie problem
Na drobne zmienię cię raz dwa trzy