J't'aime plus, j't'aime plus

J'suis desol?e, j't'aime plus...
J'me sens toute nue
comme si j'avais plus d'coeur
comme s'il avait fondu
j'suis desol?e, j't'aime plus...

C'est dr?le, d'habitude au restaurant on s'dit rien
On ?coute plut?t la table d'a c?t?
Tiens, regarde s'ils sont beaux ces deux l?
T'as vu leurs yeux?
Pour eux, c'est comme si on existait pas
d'ailleurs, toi et moi, ca n'existe plus... depuis longtemps

Alors finie la com?die
Fini de faire semblant
Ca sert a rien de mentir, on perd du temps...

On va pas en faire un drame
pas de regrets, pas de remords
On s'est pas aime assez fort
pour faire du mal a nos souvenirs
et puis j'y tiens moi, a nos souvenirs
et je veux qu'on s'en fasse d'autres mais... differents

Tiens, tu sens comme on est mieux depuis quelques minutes
Comme deux copains qui se retrouvent
et qui se connaissent par coeur
Je savais que tu n'aurais pas le courage
de me parler le premier
et la meilleure preuve d'amour
que je puisse te faire, c'est te dire:

J't'aime plus, j't'aime plus...

Mais tu sais , j'ai peur d'etre seule
et puis tu vas me manquer; tout va me manquer
meme nos habitudes
Nos petites folies qui peu a peu se transformaient en gros calin
Heureusement qu'on n'a pas perdu la tendresse
Tu te rends compte de la chance qu'on a:
pouvoir ce soir se quitter
demain rencontrer quelqu'un et nous le raconter...

Nous faire nos petits secrets
Je t'aiderai a mieu l'aimer
et toi , tu m'aideras a mieux le comprendre
Tu verras qu'on sera beaucoup plus complices
separes qu'ensemble

Alors finie la comedie ,fini de faire semblant
ca sert a rien de mentir, on perd du temps...
J't'aime plus, j't'aime plus, je suis desol?e j't'aime plus
J'me sens toute nue, comme si un coeur tout neuf
battait vers l'inconnu
j'suis desol?e, j't'aime plus ...





Mąż jest to coś, z czym żona musi się zżyć i jakoś to znosić, choćby z piersi wyrywał

jej się okrzyk "Biada!" oraz coś, z czym wieczorem się wieczerza, a rano śniada.

Mężowie nie mają pojęcia o obowiązkach rodzica i zdolności zapamiętania, kiedy przypada rocznica.
Wydaje im się natomiast, że po całych tygodniach zaniedbywania żon i czynienia z nich
melancholiczek wszystko można naprawić jednym głośnym cmoknięciem w policzek.

Kiedy się im uświadamia całą okropność ich tego czy innego postępku, słuchają w sposób
demonstracyjnie cierpliwy, z nieznośnym uśmieszkiem wyższości i myślą: "Och, zaraz jej
przejdzie, niech się tylko do końca wyzłości".

Wchłaniają coctaile w tempie szybszym, niż organizm jest je w stanie przyswoić, a gdy
im rzucić ostrzegawcze spojrzenie, robią minę męczennika, którego kat-sadysta usiłuje
rwać obcęgami i zarazem moralnie gnoić.

Gdy chodzi o przejście pięciu mil dzielących ich od pola golfowego, objawiają
nadzwyczajną raźność, natomiast byle wzmianka o pomocy w zmywaniu naczyń wprawia
ich w stany letargiczne i wdaje się wtedy w wywód na temat: "Kobiety jako istoty z
natury nierozsądne i nielogiczne".

Zmuszenie ich do wstania z łóżka albo pójścia spać o tej samej porze co żona wymaga
nadzwyczajnego trudu.

A kiedy się wykonuje jakąś prostą, codzienną i naturalną czynność, jak na przykład
nacieranie twarzy kremem albo poprawianie warg szminką, zachowują się, jakby byli
przekonani, że ich żona praktykuje czarną magię albo wręcz jest szamanką religii
Voodoo.

Stać ich na dzielność, opanowanie i niewzruszony spokój, gdy w grę wchodzą choroby,
to znaczy oczywiście choroby grożące ukochanej osobie. Natomiast, kiedy sami dostają
kataru lub niestrawności, można by sądzić, że są już obiema nogami w grobie.

Gdy jest się z nimi sam na sam, nie dbają o drobne przejawy kurtuazji i urok ich znika
kompletnie albo co najmniej w połowie. Ale im większe towarzystwo, tym żwawiej
podsuwają żonie krzesła, popielniczki i tace z kanapkami, i to z takim mnóstwem
ukłonów i szurnięć, że aż by się chciało dać im tym krzesłem czy tacą po głowie.

Mężowie to doprawdy przejaw życia irytujący i niewydarzony, i trudno pojąć kaprys
Opatrzności, który większości z nich dał głęboko kochające i oddane żony.