Spóźnili się na pociąg świata
odtąd czekają
jak z bicza trzasł przemknęły lata
czas w miejscu stanął
W gazetach krzyży rośnie rząd
nad kolegami
przed wojną to w szwach pękał dom
a teraz sami
Landrynek przechowują stos
w starym bufecie
opowiadają wszystkim wkrąg
o dobrych dzieciach
Tyle by mieli przecież im
do po milczenia
i w głowie nie postanie myśl
że czas to pieniądz
Daremnie wzrok wbijają w drzwi
tuląc w objęciach
tych, co znów nie zdążyli przyjść
wnuki na zdjęciach
Gdy wreszcie w pustych stanie drzwiach
zła Czarna Pani
to poczęstują, żaden strach
ja landrynkami
Wtedy zatrzyma was na chwilę
śmierć tych, co byli waszym życiem
czas chciał, wiec zostać muszą w tyle
odżałowani pracowicie
Potem wrócicie do swych zajęć
zajęci czasem, a czas wami
dopóty czas jest wasz, dopóki
nie zostaniemy wreszcie sami
Dopóty czas jest wasz, dopóki
nie zostaniemy wreszcie sami
smutno czekając na swe wnuki
wraz z niechcianymi landrynkami.
Gdy serca roztrzęsiony werbel
Dyktował tempo do odwrotów
U drzwi spotykał świętą Helgę
Co była święta, tak jak spokój.
I tak naiwna, jak to ciele
Pokorne w laskach i niełaskach
Lecz nie potrzeba było wiele
By znów pozwolił się ugłaskać.
Wybacz kochana - mówił on
To serce ciągnie mnie do kraju
Gdzie się dziewczynie mówi: won!
Wprost bezprzykładnie ją kochając.
I cały jednym był wspomnieniem
Ogarkiem świecy, która jaśniej
Płonie, ostatnie łowiąc cienie
By je spamiętać, zanim zgaśnie.
I przyszłość słona, jak obelga
Otwarła obcej mowy brewiarz
I nie zagrzała tronu Helga
Wśród jego duszy bezkrólewia.
Wybacz kochana - mówił on
To serce ciągnie mnie do kraju
Gdzie się dziewczynie mówi: won!
Wprost bezprzykładnie ją kochając.
A potem los miedziaki zgarnął
Te marność ponad marnościami
I cicho pękło ludzkie ziarno
W kosmosu żarnach nieprzebranych
A Heldze został w obcej mowie
Na noce, co się bardzo dłużą
Ten list z którego się nie dowie
Czy cierniem była mu, czy różą?
Wybacz kochana - pisał on
Jak widzisz, byłem z tego kraju
Gdzie się dziewczynie mówi: won!
Wprost bezprzykładnie ją kochając
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud
Może gdzieś za górą, za doliną precz
Gdzie się niedźwiedź dzieli skórą, kubkiem mleka mlecz
Tam gdzie serce w trwodze zrówna wreszcie krok
Gdzie zapomni o ostrodze obolały bok
Gdzie się łza ku niebu wspina, schodzi z gardła ość
Gdzie pies chudy jak drabina z kotem dzieli kość
Gdzie z łańcucha rdzy poczęta wpadnie w stawu toń
Ta obrączka niepojęta, która pali dłoń
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę, gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Pójdę gdzie poniosą oczy i nie dojdziesz gdzie
Może w jakąś wieś się włożę zebrać późny miód
Gdzie nie trwoży w palcu Bożym za paznokciem brud
Muszę trochę z drogi zboczyć więc nie pytaj gdzie
Milczeć z tobą nie ma o czym, mówić z tobą źle
Mówić z tobą źle.