Stańmy razem pod stodołą
Weźmy się za ręce wkoło
Będzie miło i wesoło
Będą tańce!
Stańmy wszyscy na podwórzu
Mimo pyłu, mimo kurzu
Wieczór się nie będzie dłużył
Będą tańce!
Właśnie przyszli muzykanci
Nastroili kilka strun
I już cała wioska tańczy
Ile komu siły starczy.
Nikt się z tańca nie wykręca
Babcia, dziadek, córka, wnuk
Tupią nogi, klaszczą ręce
Do utraty tchu.
Gdy zabrakło miejsca w sali
Na podwórzu się zebrali
Grubi, chudzi, wielcy, mali
Ale tańce!
Nie ma u nas brzydkich panien
Żadna sama nie zostanie
Twarz w rumieńcach, włosy w sianie
Ale tańce!
Kolorami tłum się mieni
Wszyscy pięknie wystrojeni
Jak te drzewa w czas jesieni
Ale tańce!
Muzykanci już rozgrzani
I zmęczenie idzie w kąt
Już za tańcem goni taniec
Nie ustaną aż do rana.
Babcia chwilę odpoczywa
Ale już ją porwał wnuk
Hula dziadek ledwie żywy
Do utraty tchu
Wszyscy cieszą się i śmieją
Nie szukają wodzireja
Co się swoją rolą przejął
Ale tańce!
Jeśli braknie ci znajomych
Jeśli płaczesz po kryjomu
Nie masz łez wypłakać komu
Nie siedź sama dłużej w domu
- CHODŹ NA TAŃCE!
Mąż jest to coś, z czym żona musi się zżyć i jakoś to znosić, choćby z piersi wyrywał
jej się okrzyk "Biada!" oraz coś, z czym wieczorem się wieczerza, a rano śniada.
Mężowie nie mają pojęcia o obowiązkach rodzica i zdolności zapamiętania, kiedy przypada rocznica.
Wydaje im się natomiast, że po całych tygodniach zaniedbywania żon i czynienia z nich
melancholiczek wszystko można naprawić jednym głośnym cmoknięciem w policzek.
Kiedy się im uświadamia całą okropność ich tego czy innego postępku, słuchają w sposób
demonstracyjnie cierpliwy, z nieznośnym uśmieszkiem wyższości i myślą: "Och, zaraz jej
przejdzie, niech się tylko do końca wyzłości".
Wchłaniają coctaile w tempie szybszym, niż organizm jest je w stanie przyswoić, a gdy
im rzucić ostrzegawcze spojrzenie, robią minę męczennika, którego kat-sadysta usiłuje
rwać obcęgami i zarazem moralnie gnoić.
Gdy chodzi o przejście pięciu mil dzielących ich od pola golfowego, objawiają
nadzwyczajną raźność, natomiast byle wzmianka o pomocy w zmywaniu naczyń wprawia
ich w stany letargiczne i wdaje się wtedy w wywód na temat: "Kobiety jako istoty z
natury nierozsądne i nielogiczne".
Zmuszenie ich do wstania z łóżka albo pójścia spać o tej samej porze co żona wymaga
nadzwyczajnego trudu.
A kiedy się wykonuje jakąś prostą, codzienną i naturalną czynność, jak na przykład
nacieranie twarzy kremem albo poprawianie warg szminką, zachowują się, jakby byli
przekonani, że ich żona praktykuje czarną magię albo wręcz jest szamanką religii
Voodoo.
Stać ich na dzielność, opanowanie i niewzruszony spokój, gdy w grę wchodzą choroby,
to znaczy oczywiście choroby grożące ukochanej osobie. Natomiast, kiedy sami dostają
kataru lub niestrawności, można by sądzić, że są już obiema nogami w grobie.
Gdy jest się z nimi sam na sam, nie dbają o drobne przejawy kurtuazji i urok ich znika
kompletnie albo co najmniej w połowie. Ale im większe towarzystwo, tym żwawiej
podsuwają żonie krzesła, popielniczki i tace z kanapkami, i to z takim mnóstwem
ukłonów i szurnięć, że aż by się chciało dać im tym krzesłem czy tacą po głowie.
Mężowie to doprawdy przejaw życia irytujący i niewydarzony, i trudno pojąć kaprys
Opatrzności, który większości z nich dał głęboko kochające i oddane żony.